niedziela, 7 maja 2017

Gałęziste Artur Urbanowicz | Demoniczny gwałciciel


Tytuł: Gałęziste                                                                 
Autor: Artur Urbanowicz
Wydawnictwo: Novae res
Liczba stron: 462
Data wydania: grudzień 2015
Kategoria: Thriller

Dawno mnie tu nie było :( Na waszych blogach też się ostatnio dość rzadko pojawiam, jednak doszło do tego momentu, gdy się po prostu wypaliłam :/ Nie mam w ogóle pomysłu na posty, nie mam ochoty czytać książek...pisanie bloga nie sprawia mi takiej frajdy jak kiedyś. Dlatego postanowiłam, że napiszę kilka zaległych postów (w tym kilka recenzji) i myślę, że zrobię sobie przerwę od blogowania. Na tydzień, miesiąc...może dłużej. Nie wiem zobaczymy. Muszę to zrobić, gdyż nie chcę niczego robić na siłę. Jednak dziś nie o tym, gdy przyjdzie czas na przerwę na pewno jeszcze Was o tym poinformuję. Natomiast dzisiaj porozmawiamy sobie o książce, po której spodziewałam się czegoś innego.

Jeśli śledzicie regularnie książkowe blogi, wiecie, że ostatnio wybuchło wielkie BUM! wokół tej książki. Wiadomo reklama robi swoje. I tak jak zazwyczaj wielki szum o książce, mnie odpycha tak tu mnie coś do niej ciągnęło jeszcze bardziej. Chociaż nie wiem czemu, gdyż jest to jednak Thriller podchodzący pod Horror (znaczy powinien nim być xD), a ja zazwyczaj za takimi rzeczami nie przepadam, jednak chciałam w końcu zacząć moją przygodę z tym gatunkiem. Tak też zrobiłam. Nie wiem czy był to dobry pomysł :P

Zazwyczaj nie oceniam książki w jakiejś skali, gdyż nigdy nie wiem w jakiej. Zawsze mam wrażenie, że jednak książkę koniec końców oceniłam za nisko lub za wysoko. Jednak tu zawsze, gdy o niej pomyślę to przed oczami mam liczbę 6/10. I w sumie tak, na tyle ta książka zasługuje. Możecie już po tym spodziewać się, że recenzja nie będzie zbyt pozytywna. I w sumie jest mi z tego powodu przykro, gdyż naprawdę się na tę książkę napaliłam (na początku myślałam, że może właśnie postawiłam jej za wysoką poprzeczkę, jednak Nie! To nie jest to, gdyż mam żelazną zasadę i zawsze się jej trzymam by nie myśleć zbyt optymistycznie o żadnej książce i tutaj też tego nie zrobiłam) Nie lubię pisać negatywnych opinia. I ta może też aż tak zła nie będzie jednak kilka mniej pozytywnych elementów się znajdzie. Jeszcze przykro mi jest zwłaszcza, że Pan Artur wydaje się naprawdę miły i fajny, a ja tu będę mu z negatywa jeździć. No,a le cóż bywa. Na pewno nie zamierzam Was okłamywać, gdyż nie o to tu chodzi. Ale bez większego przedłużania przejdźmy do głębszej recenzji :D

Po pierwsze oprawa wizualna!

Muszę przyznać, że jak na wydawnictwo Novae res (wszyscy wiemy, jakie oni wydają książki xD) ta okładka jest bardzo ładna. Taka delikatna i jaśniutka. W ogóle dopiero niedawno z czaiłam się, że tam między drzewami jest człowiek xD #Magdasokoleoko Tak, więc za wydanie ogromny plus! Jednak to wydanie z wierzchu, gdyż już środek mniej mi się podoba :/ Chodzi mi tu o bardzo małą czcionkę i ogromnie długie rozdziały. Tego się aż czytać nie dało. Ja uwielbiam jak rozdziały są króciutkie, no i nie daj boże niech będą trochę dłuższe, ale aż tak? Nie liczyłam dokładnie ile one mają stron, jednak nie zdziwiłabym się jeśli coś koło 50 :(
Jednak po otrzymaniu książki zobaczyłam coś czego sie nie spodziewałam i co mnie dość mocno zaskoczyło, muszę przyznać :D A chodzi mi tu o Autograf autora. Takie małe a cieszy :)

Postanowiłam, że w tej recenzji zrobimy tak, jak ja zawsze robię, gdy jem dwie różne rzeczy...najpierw to gorsze, by potem móc się rozkoszować. Czyli na razie będę Wam pisać o tych gorszych stronach książki, potem przejdziemy do neutralnego punktu, aż do dobrych części książki :D 

Pierwsze co się rzuca w oczy po przeczytaniu książki to imiona. Czy tylko ja nie mogę znieść tych wszystkich Tomków, Kazików, Kasi, Basi, Stasi? Polskie imiona w książkach mnie po prostu dobijają! #Magdapatriota xD I podczas czytania tej książki nie było inaczej. Miałam wrażenie, że zaraz mi oczy wypłyną. Niby nie dziwię się, że autor użył polskich imion, bo w sumie akcja dzieje się no...w Polsce, jednak mimo to wolałabym zagraniczne imiona xD Albo chociaż bardziej do nich zbliżone, a nie takie pospolite, bo to naprawdę boli :( 

Książka ma coś około 450 stron. Zarówno dużo jak i mało...kwestia dyskusyjna. Jednak najgorsze w tym wszystkim jest to, że przez jakieś 300 z nich wszystkich nie ma żadnej akcji, a dopiero na 150 ostatnich coś się dzieje. I mówię to całkiem serio. Na początku mamy tylko zwiedzanie, rozmowy, no i co jakiś czas tylko złe sny, czy powiedzenie przez autora, że ktoś ich obserwuje. Akcja normalnie szybsza niż pendolino. Nie jest to też tak, że się przy niej nudziłam, gdyż w pewien sposób mnie intrygowała i chciałam zobaczyć co stanie się dalej, jednak no nie wiem, czy też warto tracić czas na czytanie tak naprawdę o niczym, by dopiero potem akcja się rozkręciła. Zwłaszcza, że tej książki tak szybko się nie czyta, bo ile to jest 300 stron w porównaniu do tak małych liter :/

Końcówka...kurcze to dość dziwny temat. Bo z jednej strony ogromny plus, bo WOW naprawdę się tego nie spodziewałam, jednak z drugiej strony to było dla mnie trochę, bez sensu? Nie potrzebne? Na siłę wymyślone by zaskoczyć? Sama nie wiem co o tym myśleć. Bo po prostu ni z gruchy ni z pietruchy stało się to co się stało. Próbuję wynaleźć w głowie jakiś przykład, by zobrazować Wam o jaki bezsens tu chodzi, jednak nie przychodzi mi do głowy nic, by Wam nie zaspoilerowac, więc po prostu tę próbę sobie odpuszczę.

Nie mam nic do przekleństw w książkach, jednak to też trzeba umieć robić.  Jeśli bohater przeklnie co jakiś czas bo się zezłości, czy stanie się coś nie fajnego to okej. Jednak, gdy określenie najstarszego zawodu świata pojawia się w co drugim akapicie to to już robi się męczące. Na początku było fajnie, te przekleństwa były dla mnie ogromnym plusem, gdyż pokazywały mi prawdziwość bohaterów, bo kto w chwili zagrożenia, by nie powiedział czegoś takiego, jednak im dalej w las tym gorzej (w wypadku tej książki, jest to dosłowne określenie xD). Miałam wrażenie, nieraz, że przekleństw było więcej niż słów normalnych. Ja wiem, że autor chciał dodać książce smaczku i tej prawdziwości, jednak co za dużo to nie zdrowo.

Do tego wszyscy w recenzjach pisali, że klimat jest niesamowity i czytając tę książkę ze strachu mieli gęsią skórkę. Ja tego kompletnie nie czułam, dla mnie była to zwykła książka z fantastycznymi elementami.

Dobra, to tyle jeśli chodzi o te bardziej negatywne rzeczy. teraz przejdźmy może na neutralny grunt.

Najgorsze w tym wszystkim było to (ta jasne Magda, powiedziałaś, że schodzisz na neutralny grunt, a gadasz teraz o najgorszym xD Jednak spokojnie :D), że nie mogłam znaleźć praktycznie żadnych plusów ani minusów tej książki. I  na początku naprawdę nie wyobrażałam sobie jak napiszę w ogóle tę recenzję i gdyby nie fakt, że jest do recenzji od autora to pewnie bym tego nie robiła, jednak cóż...praca to praca. Mimo to muszę teraz przyznać, że bałam się, iż będzie gorzej, ale teraz pisząc tę recenzję, po prostu słowa same lecą xD

No i to w sumie tyle jeśli chodzi o neutralny grunt xD To żeś się Magda rozpisała :P Ale nie ma tego złego co by na dobre nie wyszło, bo teraz jedynie możemy rozpływać się w plusach :D

Dawno nie czytałam tak prawdziwej książki. Głównie chodzi mi tu o postacie książkowe. Zazwyczaj w powieściach bohaterowie, albo są niesamowicie silni psychicznie i pomimo, że dopiero odkryli swoje możliwości, przeszłość, lub to w jak tragicznej sytuacji się znaleźli i od razu wiadomo pokonają wszystkich, są najlepsi. A tutaj czegoś takiego nie było. Spotkaliśmy normalne osoby, które spotkały przykre rzeczy na ich drodze. Osoby, które się kłócą i przyjaźnią w odpowiednich momentach. Które przeklinają, zdradzają lub złoszczą się wtedy kiedy i prawdziwy człowiek mógł by to zrobić. Tak więc tutaj naprawdę oddaję ogromny szacun autorowi za stworzenie tak świetnych postaci.

Wcześniej wspomniałam Wam o zakończeniu, które moim zdaniem było takie niepotrzebne i w ogóle. Jednak tutaj do niego wrócę, gdyż oprócz tych negatywnych rzeczy znalazłam kilka pozytywów :D Tak jak wcześniej pisałam ogromnie się zaskoczyłam. Niby wszystko było już rozwiązane i w ogóle, a tu BUM! I znów nic nie wiesz. Nic z tej książki nie wskazywało na to, że potoczy się to w taki sposób. Nigdy bym tego nie przewidziała. Po zakończeniu można też myśleć, że będzie kontynuacja, która mnie strasznie ciekawi, gdyż tak jak zazwyczaj po przeczytaniu pierwszej części mam złe przeczucia, że kontynuacja będzie dużo gorsza, tak tu mam wręcz przeciwnie. Po tym co wydarzyło się pod koniec, mam wrażenie, że jeśli takowa druga część powstanie, to tam autor wrzuci nas w wir wydarzeń.

Thriller jak to thriller musi trzymać w napięciu. I tak tu może nie siedziałam jak igła na nitce, stresując się i nie mogąc oderwać od książki zastanawiając się co będzie dalej, jednak mimo co czasem książka trzymała w napięciu. To głównie przez styl pisania autora. Jeśli coś się wydarzyło lub wyjaśniło, to autor nie podawał tego definicji, tak jak zazwyczaj jest w książkach od języka polskiego. Słowo - wyjaśnienie. Tutaj było na odwrót...wyjaśnienie - słowo. I jeśli sam się nie domyśliłeś o co chodzi to z zapartym tchem śledziłeś co się wydarzy. A nie ukrywam, że Autor czasem był wredny i nie pisał wyjaśnienie w jednym, dwóch zdaniach, a czasem nawet w pięciu czy dziesięciu. Może wam się to trochę nudne wydawać, jednak nie było, a wręcz przeciwnie :D I właśnie głównie przez to przez te kilkaset stron się nie nudziłam, gdyż autor ma naprawdę ciekawy styl pisania. Nie powiem, że przyjemny, gdyż było by to złe określenie. Przez książkę się nie płynie i nie jest to lekki styl, ale spójrzmy prawdzie w oczy to nie jest fantastyka dla młodzieży. Ale coś właśnie w tym trzymaniu w napięciu, w opisywaniu tego wszystkiego, przyciągnęło moją uwagę. 

Pan Artur naprawdę niesamowicie myli tropy. Tu niby mamy już coś wyjaśnione, skończony temat, finito. A tu jednak nie. Okazuje się, że chodzi tu o coś zupełnie innego. 

Tak jak polskich imion nie lubię, tak polskie krajobrazy czemu nie. I może nie jestem tego ogromną fanką, bo jednak Stany, Irlandia, Anglia to coś, tak od czasu do czasu warto myślami wrócić do naszego rodzimego kraju.

Podsumowując:
Książka ma swoje wady i zalety, jednak kurcze...nie żałuję, że ją przeczytałam. Wręcz przeciwnie. Szło mi to dość opornie, jednak koniec końców miło będę wspominać tę lekturę. Nie znajdziecie tu ciągłej akcji, pędzącej jak babcia po przeceny w rossmanie. Mimo to myślę, że aż tak nudzić się nie będziecie, bo książka trzyma w napięciu i zaskakuje. Czy warto sięgać po książkę mimo tak długiego czekania na ciągłą akcję? Na to pytanie odpowiedzieć nie umiem. Ja osobiście nie żałuję, a czy ty chcesz się na to pisać, musisz sam zdecydować. Jeśli nie lubisz dość częstych wolniejszych momentów to na pewno nie sięgaj po tę książkę, jednak jeśli lubisz dobry thriller to zdecydowanie po niego sięgaj, bo jest zdecydowanie dobrym reprezentantem swojego gatunku.   

Za książkę gorąco dziękuję autorowi <3 


A wy czytaliście już Gałęziste? Co sądzicie? A może dopiero macie zamiar po nią sięgnąć? :D

Buziaki :* 

3 komentarze:

  1. Ja właśnie jakoś też nie miałam gęsiej skórki podczas czytania. Chociaż ta tajemnica, dlaczego to wszystko się dzieje, mnie intrygowała.

    OdpowiedzUsuń
  2. Długie rozdziały są fajne. Krótkie mają swoje zalety, to fakt - książka wydaje się bardziej dynamiczna, ale to często te długie są lepiej pasujące. No i polskie imiona. Naprawdę nie wiem, co w nich nie tak. :p
    Sama książka... Ciężko powiedzieć, czy mnie interesuje. Jeśli wpadnie mi jakimś cudem w ręce, przeczytam, ale nie będę jej specjalnie szukać.

    OdpowiedzUsuń
  3. Ja jednak czuję, że książka jest zupełnie nie w moich klimatach, więc sobie odpuszczę. Jakoś i miejsce osadzenia akcji mi się nie podoba (nie chodzi o to, że Polska, a sama miejscowość) i gatunek nie do końca dla mnie. ;/

    OdpowiedzUsuń

Jeśli przeczytałeś post to go skomentuj. Każdy komentarz zarówno ten z miłymi słowami jak i radą motywuje mnie do dalszej pracy. Jeśli blog Ci się spodobał zaobserwuj go. Jakikolwiek pozostawiony tu przez ciebie ślad sprawia, że mam na twarzy ogromnego banana :D
Buziaki :*

Szablon dla Bloggera stworzony przez Devon.